Ewa Uryga pokazała dwie twarze. Piękne twarze – relacja koncertowa.

Ewa Uryga

Fot. Maciej Niesłony

W niedzielę, 26 października 2014 na deskach stołecznego Teatru Syrena Ewa Uryga pokazała dwie twarze. A nawet więcej. Niecodzienny koncert jazzowo – gospelowy pokazał ogromne możliwości wokalistki, wracającej w pięknym stylu jako EVAH. Wrażenie zrobił nie tylko „czarny” głos, ale także świadectwo życia i wiary – wypowiedziane oraz wyśpiewane na scenie.

 

Ewa zaśpiewała na dwa fronty – z big bandem, czyli na jazzowo oraz z chórem gospel. Z jednej strony Power Band, muzycy z Ostrowa Wielkopolskiego i Kalisza, pod przewodnictwem Roberta Matuszewskiego. A z drugiej strony – Z Potrzeby Serc, chór gospel, powstały w 2006 z inicjatywy Sebastiana i Konrada Kuchciaków. Działa on obecnie przy kościele akademickim św. Anny w Warszawie. Takie niecodzienne, a nawet wyjątkowe połączenie mogliśmy usłyszeć niedzielnego wieczoru w Warszawie.

 

Ewa Uryga to pierwszy „czarny” głos w Polsce. Z niesamowitą skalą i barwą. Mówi się o niej „polska Whitney Houston”, co udowadnia nie tylko głosem, ale też temperamentem. Po kilkuletniej przerwie wraca do aktywności i nagrywa swoją ósmą autorską płytę. Latem ukazał się singiel „Coming”, który promuje nadchodzący krążek. Koncert w Teatrze Syrena był swoistym „egzaminem”, który miał pokazać, czy jeszcze potrafi porwać publiczność. Ze swoistym wdziękiem i energią postawiła przed sobą trudne zadanie i zaplanowała zdać je celująco.

 

 

Wieczór przeplatany był swingiem i gospel. Nie wszystkie utwory śpiewała Ewa. Kilka z nich bardzo sprawnie instrumentalnie przygotował big band, a kilka śpiewał sam chór i soliści. Dobrze było zobaczyć, że gwiazda wieczoru zaangażowała młodych wykonawców. I widać było, że dobrze się z nimi dogadywała. Zarówno fani jazzu, ani gospel mogli być pod dużym, pozytywnym wrażeniem. Z naszej perspektywy, big bandowe kawałki nie chwyciły tak mocno, jak gospel, ale nie zmienia to faktu, że wokalistka wspaniale odnajdywała się w każdej sytuacji.

 

Jeśli chodzi o gospel, to bierzemy! Kupujemy! I prosimy o więcej. Tyle energii i wspaniały głos Ewy. Widać było, że czuje się najpełniej właśnie w pieśniach uwielbienia. Wydobywała je nie tylko z gardła, ale też dodatkowo z ducha. Co nie znaczy, że jazzowe śpiewanie było gorsze. Tylko chyba nie tak „uduchowione”. Może płynęło z innych stref serca? W uwielbieniowy klimat pomagały wejść także teksty wyświetlane na ekranie za sceną. Jako, że jesteśmy fanami łączenia – najciekawiej zabrzmiał kawałek Israela Houghtona „Who is Lihe the Lord” wykonany wspólnie przez Ewę Urygę, Power Band oraz Z Potrzeby Serc. Porywająco i lepiej niż w oryginale.

 

Obraz tego muzycznego spotkania byłby niepełny, gdybym nie wspomniał,  że mimo iż nie zapowiadał się – był to koncert ewangelizacyjny. Usłyszeliśmy świadectwa wiary – Ewy, jak i ludzi z chóru. O chorobie i zaufaniu Bogu. Że nie wszystko możemy kontrolować. I jeszcze na koniec, po podwójnym bisie i brawach na stojąco słowa, że „przede wszystkim dziękować trzeba Bogu. Za ten dzień i koncert”. A wszystko to naturalnie i szczerego serca. Jest radość.

 

Wydaje się więc, że Ewa Uryga stanęła na wysokości zadania. Zdała „egzamin” zgotowany jej przez dwa zespoły na jednej scenie Teatru Syrena. Pokazała nam dwie twarze – jazzową i gospelową. A nawet więcej, bo mogliśmy poznać kawałek jej duszy. Wraca w pięknym stylu. Jeszcze usłyszymy EVAH na niejednej płycie i wielu koncertach. Taką mamy nadzieję.

 

Fragment próby z udziałem „Z Potrzeby Serc”.

 

tekst: ms

foto: mat. prasowe

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz