Trochę już okrzepłem – wywiad z Kubą Kornackim

Kanaan zespołW 2013 roku zdobyli tytuł Debiutu Roku. Wydali wtedy naprawdę dobrą płytę „Tato”, a teraz ruszyli w Polskę z nowym materiałem „Trzy sny”. Profesjonalni muzycy, aktor i jego rodzina. Lider zespołu Kanaan – Kuba Kornacki opowiada nam o Debiutach, snach, sceptycznym dziennikarzu Trójki oraz radości z managera. Zapraszamy do lektury!

 

Chrześcijańskie Granie – Od Debiutów 2013 minęły dwa lata. Wydaliście debiutancką płytę, zagraliście sporo koncertów – jak możesz podsumować ten czas?

Kuba Kornacki – Dużo się wydarzyło.To był czas na okrzepnięcie. Można powiedzieć, że nacieszyłem się samym faktem, że jest ten zespół, że gram z tak fantastycznymi muzykami. Chyba mogę już teraz powiedzieć, że nauczyłem się pisać piosenki. Wiem wiem, trochę to brzmi niepoważnie, bo przecież na płycie „Tato” jest 12 piosenek, w tym 11 moich… Chodzi o to, że do tej pory, jeśli piosenka spadła mi z nieba, to nie było wyjścia – trzeba było chwytać, szybko zapisywać, bo jak ona ucieknie, to ja już sam nic nie wymyślę… rozumiecie coś z tego? No więc mniej więcej tak się czułem pisząc piosenki. Teraz zdarzyło się, że kilka razy ktoś zwrócił się do mnie o napisanie piosenki, tak „na zamówienie” – i odszedł zadowolony. Więc chyba już mam prawo powiedzieć: UMIEM 😉

Zaczęliśmy prowadzić rekolekcje – to ta część naszej działalności, na którą patrzę wciąż jak na niebotyczny masyw górski i zastanawiam się „Boże, jakim cudem mamy tam wejść?” – No i nie wiadomo jak i kiedy okazuje się, że jesteśmy już na górze.

Poza tym, głównie dzięki debiutom, nasza marka jest już rozpoznawalna. Zarówno wśród organizatorów koncertów, jak i na ulicy. Czasem w sklepie obcy człowiek pyta mnie: jak tam zespół? To cieszy, nie dlatego że popularność jest jakimś celem, ale dlatego, że jest narzędziem – dziś jeśli człowiek słyszy że będzie koncert zespołu, którego nie zna, w ogóle nie chce mu się ruszać z domu…

No i najważniejsze! Bóg wysłuchał moich modlitw – I MAMY PRAWDZIWEGO MANAGERA! To mnie cieszy najbardziej, bo bez Kasi chyba już nie miałbym siły pchać tego wózka. Kasia ma masę fajnych pomysłów, gdy pojawia się jakaś trudność – ona zamiast się cofać, jeszcze bardziej się rozpędza… Właśnie kogoś takiego bardzo potrzebowaliśmy.

 

12-_DSC0235

ChG – Dlaczego nowy materiał nazwaliście „Trzy sny”?

KK – Kiedyś napisałem, że „Tato” to płyta, na której można poczuć przyprawy z wielu różnych zakątków świata. Za to „Trzy Sny” to podróż na inną planetę. I taki jest ten materiał. We śnie dowiadujemy się o sobie więcej. We śnie czasem Bóg do nas mówi w najsubtelniejszy sposób.
Z tym tytułem wiąże się jeszcze jedna historia – chciałem aby premierę programu poprowadził znany dziennikarz – taki, który w ogóle nie zajmuje się ewangelizacją, taki zdystansowany, sceptyczny „cywil”. Zaprosiłem Darka Bugalskiego z radiowej Trójki. Zgodził się. przed premierą kilka razy pytał, czego od niego oczekuję, zarzekał się, że przecież nie będzie robił religijnej agitacji. A ja na to – bardzo dobrze!. Rób to co zawsze robisz w audycjach: pytaj, zaskakuj mnie, jak trzeba to przeszkadzaj – bądź sobą, a ja będę musiał sobie jakoś z tym poradzić.

Marzyłem, że na premierze ludzie zobaczą, jak ten jego „profesjonalny dystans” topnieje, jak zamienia się w PRAGNIENIE. Oczywiście nie wspomniałem mu o tym ani słowem!

No i stało się. Właśnie po wykonaniu tytułowej piosenki, Darek powiedział do ludzi: nie wiem jakim cudem się na to zgodziłem. Nie wiem, co ja tu robię. Nie wiem co się ze mną dzieje. Ale dziękuję wam że mogę tu być. Mamy to nagrane.

 

ChG – Co poza „Wojownikiem” znajdzie się na nowej płycie i kiedy będziemy mogli posłuchać jej całej?

KK – „Trzy Sny” będą albumem bardziej jednorodnym stylistycznie. Zdecydowałem wrócić do moich korzeni, będzie bardziej teatralnie. Ale nie że „aktor gra że śpiewa” 😉 Opowiadamy różne historie, przeważnie z suspensem. Każda piosenka to jakby film w pigułce. A więc mam nadzieję, że te nowe koncerty będą przez publiczność postrzegane bardziej jako spektakle muzyczne. Kolejnych dwanaście klimatycznych utworów. Co do terminu – tu najtrudniej coś powiedzieć. Jak się gra z jazzmenami, to nigdy nie jest materiał który powstaje koncepcyjnie przy biurku. Oni muszą tym pooddychać, sami przeżyć każdą opowieść, zacząć grać bez kwitów – wtedy każda piosenka nabiera własnego życia, każdy muzyk staje się aktorem – i robi się naprawdę ciekawie. Jeszcze trochę koncertów przed nami.

 

ChG – W Wielkim Poście zaproponowałeś cykl koncertów „Golgota – ostateczne zwycięstwo” w bardzo kameralnej oprawie muzycznej. Skąd ten pomysł i jak oceniasz go z perspektywy czasu?

KK – Tu muszę powiedzieć, że ten cykl to był właśnie jeden z genialnych pomysłów naszej Kasi. Kameralna, skromna oprawa wydawała się czymś bardzo pasującym do Wielkiego Postu. A jak się ma szczęście grać z tak znakomitymi muzykami, nawet jeden z nich wystarczy, aby stworzyć muzyczną scenografię do mojej opowieści. Tak się też stało. Na pewno w przyszłym roku będziemy chcieli to powtórzyć. Może w Diecezji Warszawskiej?

 

ChG – Jakie macie najbliższe plany koncertowe?

KK – Już w najbliższą sobotę 23 maja graliśmy recital z Łomiankach w zaprzyjaźnionym przedszkolu Siórtr Salezjanek (ale nie dla dzieci, tylko dla rodziców), w lipcu chyba odpoczywamy, w sierpniu znów zawitamy do Warszawy – 16 sierpnia duży koncert w Miedzeszynie, 23 sierpnia w Gdańsku… no i powoli przygotowujemy się do naszych pierwszych warsztatów – Gdynia Oksywie, 25 – 27 września.

 

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz